Jade busem… Jak zwierzę…

Jade busem… Jak zwierzę jakieś komunikacja publiczna… Drugi dzień bez auta, bo chyba bycie zimowym kierowca rajdowym nie jest mi pisane, a ja już czuję się jak Bear Grylls. Myślę o tych wszystkich fruwajacych w powietrzu zarazkach, o tym że moje życie jest w rękach obcego człowieka, który przecież może być psychopata. Idąc na piechotę w głowie układam dokładnie każda trasę, żeby zrobić jak najmniej kroków. Ale przy okazji czuje się trochę jak superbohater walczący z przeciwnościami losu i mogę patrzeć z pogardą na kierowców, którzy na pewno nie daliby rady na moim miejscu. Padliby trupem i zamarzli gdzieś na chodniku przed supermarketem. Jako człowiek któremu ciężko jest chodzić, bo do tyłka przyczepiony ma fotel kierowcy, (który, o zgrozo, też uległ uszkodzeniu) nie odnajduje sie w świecie bez mojego auta. Podnosze głowę w tym busie co jakiś czas i nie wiem gdzie jestem. Jak szybko nie załatwię samochodu zastępczego, które nie jest francuskie i nie zamarza w trakcie jazdy, to zbuduje igloo na środku rynku, będę polować na bezdomne psy i krzyczeć na ludzi, że powinni porzucić auta i wrócić do jaskini czy do korzeni, czy gdzieś. Jestem człowiekiem dwóch traum. Jedna to wizja kolejnego zderzenia z ogromnym autem przy efektownym poślizgu a druga to czynny udział w procederze wspolfinansowania komunikacji publicznej. Zabunkruje się chyba do czasu naprawy pancernego Francuza.
#motoryzacja #logikarozowychpaskow #tldr